Brak połączenia z internetem
Próba ponownego połączenia
Coś poszło nie tak!
Poczekaj chwilę, wracamy na właściwe tory
Niepozorna trasa po Rudawach Janowickich i okolicach, która dość szybko pokazuje, że określenie „niepozorna” niekoniecznie oznacza łatwa. Po drodze czekają szutry, leśne zjazdy, widokowe podjazdy i kilka miejsc, w których przyda się trochę techniki. Trasę rozpoczynamy przy dworcu w Jeleniej Górze. Po krótkim odcinku asfaltowym od razu odbijamy w pobliski lasek. Mijamy niewielki staw i zaczynamy pierwszy, krótki podjazd. Zaraz po nim czeka nas efektowny leśny zjazd szutrową drogą, który wyprowadzi nas na otwartą przestrzeń. Dalej nawierzchnia zmienia się w asfalt i docieramy do Łomnicy. Z Łomnicy ponownie wpadamy na szutry. Początkowo jedziemy wśród otwartych pól, a następnie zagłębiamy się w lasek dobrze znany uczestnikom Jeleniogórskich Bike Maratonów. W pewnym momencie opuszczamy główną drogę i odbijamy w prawo, kierując się pod górę. Mogłoby się wydawać, że za chwilę zaczniemy wspinaczkę w kierunku odcinka DH Morowiec, ale tym razem cel jest zupełnie inny – okolice ruin neogotyckiego opactwa w Bukowcu. Opuszczając tą okolicę rozpocznie się chwila dla asfaltu, prowadzącego niemal pod szpital Wysoka Łąka, zaczyna się czerwony szlak pieszy. Jest to jednocześnie bardzo przyjemny widokowo fragment trasy. Nachylenie stopniowo rośnie, ponieważ kierujemy się w stronę Przełęczy pod Średnicą. Od przełęczy czeka nas około 3-kilometrowy, stosunkowo prosty odcinek szutrowy prowadzący przez las. Na jego końcu skręcamy w prawo i zaczynamy krótką, ale konkretną wspinaczkę. W zależności od formy można próbować podjechać albo po prostu podprowadzić rower – tutaj nie ma się czego wstydzić. Po wdrapaniu się wyżej pojawia się widok na Kopalnię Dolomitu od jej tylnej strony. My natomiast odbijamy w lewo i kierujemy się jeszcze wyżej, w stronę najwyższego szczytu w okolicy – Wołka. Ostatnie około 10 metrów podjazdu może dać już mocniej w kość, ponieważ prowadzi ostrą ścianką. Wysiłek wynagradza jednak panorama rozciągająca się ze szczytu. Dalej czeka nas zjazd w kierunku Polany Mniszkowskiej. Warto zachować trochę rozsądku i nie dać się ponieść prędkości – nawierzchnia potrafi tutaj płatać figle. Od Polany Mniszkowskiej zaczyna się kolejny szutrowy podjazd, prowadzący aż pod zamek Bolczów. Zachowane ruiny robią naprawdę dobre wrażenie i są ostatnią większą atrakcją na trasie. Spod zamku zaczyna się jednak fragment, który zdecydowanie nie jest przeznaczony dla niedzielnych kolarzy. Zjazd jest kamienisty, wąski i miejscami pełen korzeni, dlatego tutaj technika i kontrola nad rowerem są znacznie ważniejsze od prędkości. Trzeba też uważać, bo warunki na tym odcinku potrafią mocno zmienić jego charakter. W ten sposób zjeżdżamy do Janowic Wielkich, a właściwie do miejscowej stacji PKP. Tutaj można zakończyć trasę, ale jeśli nogi wciąż domagają się kilometrów, spokojnie – trasa została rozplanowana tak, abyśmy jeszcze wrócili w to miejsce, tylko po znacznie dłuższym wariancie. Oczywiście istnieje też trzecia opcja: można wrócić na kołach do Jeleniej Góry bez powtarzania całego śladu. Da się poprowadzić powrót spokojniejszą trasą, więc dla chętnych wycieczka może zakończyć się dokładnie tam, gdzie się rozpoczęła. Jeżeli jednak jedziemy dalej, z PKP Janowice kierujemy się w dół do mostu. Przekraczamy go i asfaltem wspinamy się w stronę wąskiej dróżki biegnącej przez park przypałacowy. Na jej końcu wyjeżdżamy w prawo i kierujemy się w stronę szpitala rehabilitacyjnego na wzgórzu. Tuż przed nim odbijamy w lewo i jadąc wzdłuż nowo wybudowanego osiedla, skręcamy w prawo. W okolicach 38. kilometra pojawią się tabliczki z zakazem wjazdu. Droga ta prowadzi również do stadniny koni, jednak, jeśli nie zakłócamy spokoju zwierząt ani nie utrudniamy funkcjonowania stadniny, przejazd tędy nie powinien stanowić problemu. Nas czeka tutaj dalsza wspinaczka. W zależności od tego, kiedy jedziemy, droga może być miejscami mocniej rozjeżdżona przez maszyny leśne. Po pewnym czasie docieramy jednak do szutrowej Drogi Wojennej, która mniej więcej od 40. do 44. kilometra prowadzi nas w dół. Po drodze pojawi się jeszcze jedna niewielka górka. Uwaga na progi wodne – przy większej prędkości potrafią nieźle zaskoczyć. Wydawałoby się, że za chwilę wyjedziemy w Świdniku, ale zamiast tego śmiało skręcamy w prawo i kontynuujemy jazdę szutrem, tym razem ponownie pod górę. Fragment ten jest podobno oznaczony jako szlak rowerowy, który ostatecznie doprowadza nas do asfaltu przy gospodarstwie rolnym. Dalej czeka nas odcinek asfaltowy wzdłuż Bobru. Przed Miedzianką skręcamy w prawo na most kolejowy, a następnie wjeżdżamy na kamienisto-szutrową drogę prowadzącą jeszcze bliżej rzeki. Po drodze przejedziemy nawet pod kolejnym mostem kolejowym, a dalsza trasa ponownie wyprowadzi nas do Janowic Wielkich. Wystarczy wrażeń? W takim razie wiemy już, jak wrócić – przecież chwilę wcześniej właśnie w tej okolicy podjeżdżaliśmy. Jeśli jednak kilometrów nadal jest mało, jedziemy dalej. Kontynuujemy jazdę wzdłuż Bobru, aż w okolicach 56. kilometra skręcamy w prawo i zaczynamy kolejny, krótki podjazd. Od tego momentu czeka nas przeplatanka szutrowych dróg okolicy – raz góra, raz dół. Zmęczenie może już dawać o sobie znać, ale przynajmniej widoki zdecydowanie nie zawodzą. W okolicach osady Januszowice odbijamy w lewo i kierujemy się w stronę Wojanowa. Ten fragment prowadzi przez otwartą przestrzeń – jedziemy polną drogą, a właściwie wyjeżdżoną ścieżką biegnącą przez pola. Od Wojanowa aż do samego końca to już znacznie spokojniejsza część trasy. Towarzyszyć nam będzie asfalt, zarówno w postaci zwykłej drogi, jak i ścieżek rowerowych, które ostatecznie doprowadzą nas z powrotem do Jeleniej Góry i miejsca, z którego rozpoczęliśmy trasę. W ten sposób z krótkiej trasy kończącej się w Janowicach można zrobić pełnoprawną, znacznie dłuższą pętlę po Rudawach Janowickich.
ITALIANO_ADAMO
Trasa, którą w teorii da się zamknąć w pętlę, tutaj ma formę wyprawy startującej spod dworca głównego w Piechowicach. Już od pierwszych kilometrów zaczyna się wspinaczka – początkowo asfaltem, po drodze przejeżdżamy charakterystycznym tunelem w skale i kierujemy się w stronę Michałowic. Za nimi wjeżdżamy w las. Ślad prowadzi serpentynami - drogą pod reglami – wokół cisza, drzewa i przyjemny, górski klimat. Po kilku krótkich podjazdach trafiamy na pierwszy konkretny zjazd, po którym zaczyna się dłuższa walka pod górę. Po skręcie w prawo, po lewej stronie mijamy tabliczkę z przekreślonym rowerem – to tylko informacja, że w tym kierunku nie biegnie singletrack Pasma Olbrzymów, więc jedziemy dalej swoim śladem. Czeka nas tu ostry podjazd (w pewnej chwili Garmin mówi że nawet ~23% nachylenia), który wyprowadza nas na odcinek Pętli Podgórzyńskiej, biegnący równolegle do szlaku na Przełęcz Karkonoską. Po osiągnięciu ok. 800 m n.p.m. zaczyna się lekko techniczny zjazd – nawierzchnia ma już swoje lata. Po krótkiej górce wpadamy w kolejny zjazd, tym razem asfaltowy, ale nie ma co się rozpędzać, bo szybko odbijamy w prawo na sekcję singletracka „Poświst”. Po chwili technicznej jazdy zaczyna się kolejny podjazd – leśną drogą Chomontową w stronę Karpacza. Rzucamy tylko okiem na miasto i lecimy przez Osiedle Partyzantów w stronę kolejnego wjazdu do lasu. Początek może być męczący, zwłaszcza po pracach leśnych – koleiny są zaschnięte, ale nadal wymagające. Dalej jest podobnie, choć przejezdnie. Docieramy w końcu na Przełączkę pod Grabowcem – dobre miejsce na chwilę oddechu. Stąd zaczyna się zjazd, ale trzeba uważać, żeby nie pomylić drogi i nie polecieć w stronę Gospody. Na końcu tego odcinka trafiamy na niewielkie ruiny – raczej symboliczne, ale warte krótkiego zatrzymania. Dalej kontynuujemy zjazd – miejscami przykryty liśćmi i lekko wymyty, więc warto zdjąć nogę z korby. Po chwili skręt w prawo i wpadamy w naprawdę przyjemny, szutrowy zjazd z widokami. Dojeżdżamy nim do asfaltu, którym zjeżdżamy w stronę Sosnówki. Przecinamy drogę i kierujemy się dalej – około 36. kilometra czeka nas podjazd na Zamek Księcia Henryka (od tyłu, więc dość łagodnie). Można wejść na taras widokowy za niewielką opłatą - widoki robią robotę. Po krótkiej przerwie zjeżdżamy do Staniszowa, kawałek jedziemy asfaltem i skręcamy w prawo w stronę cieplickich szlaków spacerowych. Tutaj wracają przyjemne szutry, z których odbijamy na lekko zarośnięty szlak okrążający niewielkie wzniesienie. Następnie kolejna krótka górka i trafiamy na niewielkie hopy usypane przez lokalsów. Końcówka to mieszanka ścieżek rowerowych i asfaltu, która prowadzi nas aż do rynku w Jeleniej Górze.
ITALIANO_ADAMO
Używamy plików cookie, aby zapewnić podstawową funkcjonalność naszej strony (wymagane) oraz poprawić twoje doświadczenia (opcjonalne, w celach analitycznych). Dowiedz się więcej
Planuj, nagrywaj i nawiguj w trasie
Wszystkie trasy i przydatne punkty POI w Twojej kieszeni — z darmową aplikacją VeloPlanner.